piątek, 12 maja 2017

Chłopiec i jego demon | Recenzja Kuroshitsuji


Tytuł: Kuroshitsuji
Tytuł angielski: Black Butler
Liczba odcinków: 24
Gatunki: akcja, nadprzyrodzone, komedia, demony, fantasy, historyczne, shounen, tajemnica, kryminalne
Studio: A-1 Pictures
Rok powstania: 2008

Akcja Kuroshitsuji rozgrywa się w Anglii w czasach wiktoriańskich. W londyńskiej posiadłości rodu Phantomhive pracuje dość niezwykły kamerdyner. Jego panem jest dwunastoletni Ciel Phantomhive, który jednocześnie jest głową i ostatnim potomkiem tego rodu oraz właścicielem popularnej firmy zabawkarskiej i cukierniczej. Chłopiec po śmierci rodziców zawiera pakt z demonem, na mocy którego jego dusza zostaje sprzedana w zamian za służbę demona u jego boku oraz w ramach pomocy przy zemście.


Kuroshitsuji za rączkę poprowadziło mnie przez pierwsze kręte ścieżki animcowego świata. Od tej serii moja fascynacja tymże zjawiskiem, jakim jest anime, się zaczęła. Jako zielona w temacie nie miałam żadnych oczekiwań. Chciałam tylko zobaczyć, czym armia zwana otaku się tzw. jara. I tak też zawiodłam swoich rodziców, którzy modlili się, abym po japońskie, animowane twory nie sięgała. Tyle ze wstępu.
Pomysł na fabułę może i wydaje się poważny, czy przejmujący, jednakże są to niejako pozory. Seria posiada charakterystyczny humor, który nie każdego może do siebie przekonać. Natomiast niech nie zniechęcają was opinie twierdzące, że Kuroshitsuji to yaoi. Nic z tych rzeczy. Fakt, autorka chciała by jej dzieło wywodziło się z tego gatunku, jednakże z tego pomysłu zrezygnowała (może by też zwiększyć oglądalność). Tak, pewien shinigami zarywał do Sebastiana, ale jest to jedynie źródło humoru. Do plusów zdecydowanie można zaliczyć klimat dziewiętnastowiecznej Anglii, który anime oddało bardzo dobrze.


Ciel wcale nie jest płaczliwym i słabym protagonistą, którego niektórzy się spodziewają. Jest niezwykle dojrzałym jak na swój wiek chłopcem, którego jedną z wad jest ciągłe wysługiwanie się Sebastianem. "Sebastian zrób to, Sebastian zrób tamto" występujące dość często może denerwować. Nie do końca podobało mi się również zrobienie z lokaja super-herosa, który w kilka sekund potrafi rozłożyć na łopatki nawet i setkę przeciwników.


Grafika może i ideałem nie jest, ale przynajmniej nie kaleczy wzroku. Panujący prawie cały czas mroczny klimat bardzo mi się podobał. Animacji nie uważam za najgorszą, ale za najlepszą też nie. Przeciętniak, który nie psuje seansu.


W OST jestem zakochana aż do dziś. Podkreśla klimat serii, co zdecydowanie idzie na plus. Gdy oglądałam Kuroshitsuji nie zwracałam szczególnej uwagi na opening (grzech). Jednak teraz, kiedy go włączam podoba mi się niezmiernie i mam do niego niemały sentyment.


Kurosza wspominam bardzo miło, mimo perspektywy czasu. Owszem, seria posiada błędy, bo przecież nie ma ideałów. Polecam wszystkim, którym nie przeszkadza niekoniecznie śmieszny humor, czy drobne pogwałcenia na logice.
Fabuła: 8
Postacie: 9
Grafika: 8,5
Muzyka: 9,5
Całość: 8,75

wtorek, 2 maja 2017

Twarzą w twarz z Japonią #21 - Gejsze

Gejsze to swego rodzaju artystki ubrane w kimono, które bawią gości tańcem, grą na instrumentach, czy rozmową oraz potrafiące oczywiście wykonać ceremonię parzenia herbaty. Gejsze uczą się również manier, poznają literaturę i poezję. Nim jednak zostanie się gejszą, należy przejść sześcioletni okres bycia maiko.


 W Yoshiwarze i innych dzielnicach miłości, gejsze były ściśle oddzielane od prostytutek. Gejsze wywodzą się od mężczyzn-błaznów, którzy również zapewniali rozrywkę gościom. Mało tego, pierwsze żeńskie gejsze pochodziły ze środowiska prostytutek (pierwsza kobieta, która nazwała siebie gejszą (czyli nią NIE była) była prostytutką z Fukagawa).


Z czasem gejsze wyspecjalizowały się w tańcu, choć niektóre i tak przechodziły do zajęcia prostytucji. I tak też wśród ludzi powstało błędne wyobrażenie gejszy, którą mylnie uważano za prostytutkę. Na Zachodzie wzięło się to przede wszystkim stąd, że Amerykanie okupujący Japonię po II wojnie światowej często korzystali z usług japońskich prostytutek (tzw. geisha girls), które często stylizowały się na gejsze (których w tamtym czasie tam się nie spotykało).


W Yoshiwarze podzielono gejsze na dwie grupy: dorosłe i dziecięce, z czego te drugie goście nazywali kamieniami półszlachetnymi. Wyróżniały się one bogato ozdobionymi fryzurami, nosiły kosztowne klejnoty, pierścienie oraz ozdoby ze złota i srebra. Na przyjęcia wybierały się w małych grupach, zazwyczaj trzyosobowych oraz w towarzystwie jeszcze dwóch dziewcząt grających na bębenkach.


W ostatnich latach przybyło gejsz, głownie w Kioto i są one niezwykle ważnym elementem kultury Japonii.

sobota, 22 kwietnia 2017

Twarzą w twarz z Japonią #20 - Tsukiji-shijo

Tsukiji-shijo/Targ rybny Tsukiji lub Centralny Tokijski Hurtowy Targ Metropolitalny. Jest to największy na świecie hurtowy targ rybny oraz jeden z największych targów żywnościowych. Sprzedawane są tam wszelkie rodzaje ryb i innych owoców morza.


Targ założono w 1923 roku. Ogólnie na trzech targach rybnych w Tokio sprzedaje się rocznie ponad 700 tysięcy ton ryb i owoców morza, z czego otrzymuje się ok. 600 mld jenów (ok. 5,5 mld dolarów). Sam Targ Tsukiji sprzedaje ok. 2 ton dziennie, a liczba zatrudnionych tam pracowników waha się między 60, a 65 tysiącami.


Dzień na Targu zaczyna się ok. godziny 3:00 rano. Wtedy pojawiają się pierwsze, gotowe na rozładunek statki i pierwsi licencjonowani kupcy, pracujący dla restauracji, sklepów, hurtowni, jak i indywidualnych klientów. Taki kupiec jest w stanie szybko i precyzyjnie określić, który owoc morza warto kupić. O 5:00 zaczyna się licytacja o tuńczyki. Cena ryby zależy oczywiście od jej wielkości i jakości mięsa. O 8:00 targ się kończy, zakupiony towar jest cięty i pakowany. Ok. 13:00 zaczyna się sprzątanie wielkiego targu.


Na terenie Targu znajduje się wiele małych knajpek, gdzie zakupić można sushi i sashimi z najświeższych owoców morza, a kucharz przyrządza je na oczach klientów. Za zestaw sushi trzeba zapłacić ok. 1200-1800 jenów. Za taką cenę otrzymamy posiłek z najświeższego mięsa w Tokio.

Więcej demonów | Recenzja Mononoke


Tytuł: Mononoke
Liczba odcinków: 12
Gatunki: horror, tajemnica, historyczne, demony, seinen, nadprzyrodzone, fantasy, dramat
Studio: Toei Animation
Rok powstania: 2007

Pewien Wędrowny Znachor podróżuje po świecie i sprzedaje swoje specyfiki. Odwiedza wiele ciekawych miejsc, a my jesteśmy świadkami przygód, które miały miejsce w kilku przystankach. Jak się jednak okazuje, każde takie miejsce wymaga przeprowadzenia egzorcyzmów, co pozwala Znachorowi pokazać swoje umiejętności. Upiory nazywane Mononoke różnią się od siebie pochodzeniem, czy charakterystyką. Pokonanie Mononoke wymaga znajomości jego formy, prawdy i skruchy, co utrudnia zadanie.


Jak już możecie się domyślić Mononoke (nie mylić z Księżniczką Mononoke!) to kontynuacja przygód Znachora z Ayakashi. W Mononoke dostajemy pięć opowieści grozy, które są ze sobą połączone właśnie tą postacią. Zostajemy złapani w sieć morderstw i tematów tabu. Historie pokazują jak łatwo człowiek staje się potworem i jak trudno jest mu to wcielenie porzucić. Aptekarz, aby poznać potrzebne mu informacje, zadaje innym postaciom nieraz niewygodne dla nich pytania. Na początku niechętni, z czasem zaczynają współpracować, odsłaniając tym samym najmroczniejsze momenty swojego życia. Bywa i tak, że niektórzy kłamią, czy ukrywają prawdę. Ostateczne rozwiązanie, choć czasem trzeba się nad nim zastanowić, jest logiczne i w pełni ujawnia powód, dlaczego pojawiło się Mononoke.
Tak samo jak Ayakashi, Mononoke nawiązuje do japońskich wierzeń i legend ('nawiązuje' to słowo klucz, gdyż nie wszystko pokrywa się z mitologią).


Znachor to zdecydowanie jedna z ciekawszych postaci, która wbrew pozorom nie błyszczy najbardziej. Jest wspaniałym tłem i dopełnieniem do wszystkich przedstawionych historii. Nie dowiadujemy się też o nim zbyt wiele, lecz wywnioskować możemy, że nie jest w pełni człowiekiem. Nie wychodzi też poza linię chłodnego i spokojnego obserwatora, który dla rozrywki może manipulować innymi. Jego jedynym celem jest pokonanie nieznośnego demona.


Grafika jest niezwykle oryginalne. Szeroka gama kolorów, uproszczona kreska (może i niekoniecznie ładna), cała masa tekstur i nie do końca realna mimika postaci, która świetnie oddaje emocje. Na dodatek szczegółowe tła, które są niezwykle barwne i pokazywane z różnych perspektyw. Urzekła mnie animacja pomieszczeń, w których rozgrywało się dane wydarzenie. Chwilami obraz dosłownie tańczył, co skutecznie uniemożliwiało skupienie się na jednym punkcie.


Przez większość czasu ścieżka dźwiękowa ogranicza się do podkreślania tego, co dzieje się na ekranie (chociażby szumy, czy dźwięk gongów). Jeśli już coś pojawi się w tle, jest to subtelna melodia, nie będąca akcentem. Co nie znaczy, że nie jest dobrym uzupełnieniem. Na pochwałę zasługuje Takahiro Sakurai, seiyuu Znachora. Głos zawsze opanowany i hipnotyzujący idealnie pasuje do postaci tajemniczego egzorcysty.
Grafika z openingu jest chyba jeszcze dziwniejsza, od tej z reszty serii, a towarzysząca jej muzyka jest nietypowa i interesująca, choć nie jest do końca w moim guście.


Mononoke to seria bardzo oryginalna, na którą warto spojrzeć, szczególnie jeśli interesuje się kulturą Japonii. Seria nie jest łatwa w odbiorze i silnie wpływa na widza. Jest to jeden z najbardziej oryginalnych tytułów, jakie udało mi się obejrzeć, a czas przy nim spędzony na pewno nie jest zmarnowany.
Fabuła: 8
Postacie: 8
Grafika: 7,5
Muzyka: 7
Całość: 7,6

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Twarzą w twarz z Japonią #19 - Anko

Anko, czyli pasta z czerwonej fasoli. Po ugotowaniu fasolę rozgniata się i dosładza cukrem lub miodem. Taka pasta stała się podstawowym składnikiem wielu japońskich słodyczy oraz deserów. Samo słowo "an" oznacza słodką pastę (niekoniecznie z fasoli) o gładkiej strukturze. Równie popularnymi nadzieniami do słodyczy są shiroan (pasta z białej fasoli) oraz kurian (pasta z jadalnego kasztana).


W zależności od rozdrobnienia, anko różni się konsystencją. Dwie najczęściej spotykane to tsubuan (gruboziarniste) oraz koshian (po ugotowaniu fasolka jest przeciskana na gładką masę).
Najpopularniejsze japońskie słodycze z anko:
Yokan (galaretka z anko, agaru i cukru)
Dango (kluski z mąki ryżowej podawane z anko)
Taiyaki (nadziewane anko ciasteczka w kształcie ryby)
Dorayaki (słodycze składające się z dwóch przypominających małe, grube naleśniki kawałków ciasta biszkoptowego z anko jako nadzieniem)
Anpan (słodkie bułeczki z anko)
Daifuku (ciasteczka wykonane z kleistego ryżu [mochi] nadziewane anko)