poniedziałek, 3 lipca 2017

Twarzą w twarz z Japonią #23 - Piekło Tomino

Tomino no jigoku jest jedną z japońskich legend. Jest to wiersz, po którego przeczytaniu na głos ma nas spotkać nieszczęście, a nawet śmierć. Wiersz został napisany przez Yomota Inuhiko i opowiada o tytułowym Tomino, który trafił do piekła. Jest częścią książki Kokoro wa Korogaruishi No Yo (Serce jest jak toczący się kamień).


------------------------------------------------------------------------------

Dzisiaj odrobinę inaczej i krócej, bo chcę dać znak, że żyję. Zaniedbuje mi się trochę bloga, wiem.

wtorek, 13 czerwca 2017

Grafika kluczem do sukcesu | Recenzja Tales of Zestiria the X


Tytuł: Tales of Zestiria the X
Liczba odcinków: 12
Gatunki: fantasy, akcja, przygodowe
Studio: ufotable
Rok powstania: 2016

Sorey jest zwykłym człowiekiem, wychowującym się w wiosce Serafinów - stworzeń niewidocznych dla normalnych ludzi. W towarzystwie swojego przyjaciela Mikleo zwiedza starożytne ruiny, opowiadające o dziejach dawnych Pasterzy - stworzeń, które przychodziły na ratunek, gdy świat tego potrzebował. W jednej z takich ruin znajdują dziewczynę, Alishę, której Sorey postanawia pomóc. Po podleczeniu i zaopatrzeniu na podróż, Alisha odchodząc opowiada chłopakowi o dorocznym festiwalu, podczas którego zawsze znajdują się śmiałkowie twierdzący, że są godni miana Pasterza. To zaciekawia Soreya, który postanawia podróżować z dziewczyną.


W Tales of Zestiria the X fabuła płynie spokojnie, jest poukładana i bez zbędnych przedłużeń. Nie ma też nagłych niespodzianek, co okazało się tutaj zaletą. Tak naprawdę wszystko zagęszcza się dopiero pod sam koniec, a na początku dzieje się stosunkowo niewiele. Dodatkowo raczej nic nas tutaj zbytnio nie wzruszy, ale będzie kilka okazji do zaśmiania się. Warto też wspomnieć że jest to seria na podstawie gry, a twórcy delikatnie zmienili fabułę anime.
Mniej więcej w środku serii dostajemy fragment historii z innej gry, jaką jest Tales of Berseria. Sensownie byłoby opowiedzieć coś z początku Berserii, ale twórcy uznali, że nie interesuje ich prawdopodobne wprowadzenie bałaganu i dali nam opisy z bliżej nieokreślonego środka. Spowodowało to faktycznie zamęt i dla osób nieznających pierwowzoru jest to pewnie niejasne.
Cały świat nie błyszczy nowością, ale jest dobrze dopracowany. Wioska Serafinów, legenda i wiele innych. Widać, że twórcy naprawdę się do tego przyłożyli. Mimo wszystko wiele kwestii nie jest wyjaśnianych, a widz musi je przyjąć i do końca nie wiedzieć o co dokładnie chodzi.


Alisha może i nie zalicza się do księżniczkowych sierotek, ale w kategorii tych silnych i tak zajmuje przeciętne miejsce. Sorey natomiast jest do bólu dobry i chętny do pomocy każdemu, czyli nic nowego. I szczerze reszta postaci w Tales of Zestiria the X to też nic szczególnie nowego, co nie zmienia faktu, że nie można ich nie polubić.


Powiedzmy sobie to wprost. ToZ sporą część sukcesu zawdzięcza grafice, która jest istnym arcydziełem. Mnóstwo jest serii 2D, czy 3D, które zachwycają swoją grafiką, ale Zestiria wskoczyła na zupełnie nowy poziom, doskonale radząc sobie w obu tych formatach. Mamy piękne tła, krajobrazy, efekty specjalne, kolory, animacje, efektowne walki, czego chcieć więcej? W tej kwestii seria bije na kolana.


Kolejną częścią sukcesu Tales of Zestiria the X jest soundtrack. Dodaje klimatu i buduje napięcie i z tego co wiem zostało wykorzystany OST z gry. Opening to kolejne złoto, z czym myślę, że zdecydowana większość się zgodzi.


Fabularnie seria jest bardziej na poziomie przeciętniaka niż czegoś, co błyszczy nowością. Natomiast na pewno warto obejrzeć dla grafiki, czy muzyki.
Fabuła: 7,5
Bohaterowie: 8
Grafika: 10
Muzyka: 9
Całość: 8,6

niedziela, 11 czerwca 2017

Twarzą w twarz z Japonią #22 - Konpeito


Te małe, urocze landrynki zostały sprowadzone do Japonii w XVI wieku przez portugalskich kupców. Infrastruktura i rafinacja cukru w ówczesnej Japonii nie istniała. Do produkcji konpeito zużywa się dużo cukru, więc były one drogie i rzadko spotykane. Do okresu Meiji, słodycz ten był już kulturowo uważany za jeden ze standardowych japońskich słodyczy. Konpeito jest również częstym podarunkiem podziękowania za przybycie, który jest darowany przez Dom Cesarski Japonii. Podarek ten jest zapakowany w małym pudełku zwanym bonbonieru, od francuskiego bonbonnière, czyli bombonierka.


Cukierki mają zazwyczaj od 5 do 10 mm średnicy. Powstają poprzez wielokrotne powlekanie syropem cukrowym rdzenia, którym jest kryształek cukru. Przez 7/13 dni obraca się je, ogrzewa i dodaje syropu w dużym piecu zwanym Dora. Konpeito wykonują rzemieślnicy nawet obecnie.

piątek, 12 maja 2017

Chłopiec i jego demon | Recenzja Kuroshitsuji


Tytuł: Kuroshitsuji
Tytuł angielski: Black Butler
Liczba odcinków: 24
Gatunki: akcja, nadprzyrodzone, komedia, demony, fantasy, historyczne, shounen, tajemnica, kryminalne
Studio: A-1 Pictures
Rok powstania: 2008

Akcja Kuroshitsuji rozgrywa się w Anglii w czasach wiktoriańskich. W londyńskiej posiadłości rodu Phantomhive pracuje dość niezwykły kamerdyner. Jego panem jest dwunastoletni Ciel Phantomhive, który jednocześnie jest głową i ostatnim potomkiem tego rodu oraz właścicielem popularnej firmy zabawkarskiej i cukierniczej. Chłopiec po śmierci rodziców zawiera pakt z demonem, na mocy którego jego dusza zostaje sprzedana w zamian za służbę demona u jego boku oraz w ramach pomocy przy zemście.


Kuroshitsuji za rączkę poprowadziło mnie przez pierwsze kręte ścieżki animcowego świata. Od tej serii moja fascynacja tymże zjawiskiem, jakim jest anime, się zaczęła. Jako zielona w temacie nie miałam żadnych oczekiwań. Chciałam tylko zobaczyć, czym armia zwana otaku się tzw. jara. I tak też zawiodłam swoich rodziców, którzy modlili się, abym po japońskie, animowane twory nie sięgała. Tyle ze wstępu.
Pomysł na fabułę może i wydaje się poważny, czy przejmujący, jednakże są to niejako pozory. Seria posiada charakterystyczny humor, który nie każdego może do siebie przekonać. Natomiast niech nie zniechęcają was opinie twierdzące, że Kuroshitsuji to yaoi. Nic z tych rzeczy. Fakt, autorka chciała by jej dzieło wywodziło się z tego gatunku, jednakże z tego pomysłu zrezygnowała (może by też zwiększyć oglądalność). Tak, pewien shinigami zarywał do Sebastiana, ale jest to jedynie źródło humoru. Do plusów zdecydowanie można zaliczyć klimat dziewiętnastowiecznej Anglii, który anime oddało bardzo dobrze.


Ciel wcale nie jest płaczliwym i słabym protagonistą, którego niektórzy się spodziewają. Jest niezwykle dojrzałym jak na swój wiek chłopcem, którego jedną z wad jest ciągłe wysługiwanie się Sebastianem. "Sebastian zrób to, Sebastian zrób tamto" występujące dość często może denerwować. Nie do końca podobało mi się również zrobienie z lokaja super-herosa, który w kilka sekund potrafi rozłożyć na łopatki nawet i setkę przeciwników.


Grafika może i ideałem nie jest, ale przynajmniej nie kaleczy wzroku. Panujący prawie cały czas mroczny klimat bardzo mi się podobał. Animacji nie uważam za najgorszą, ale za najlepszą też nie. Przeciętniak, który nie psuje seansu.


W OST jestem zakochana aż do dziś. Podkreśla klimat serii, co zdecydowanie idzie na plus. Gdy oglądałam Kuroshitsuji nie zwracałam szczególnej uwagi na opening (grzech). Jednak teraz, kiedy go włączam podoba mi się niezmiernie i mam do niego niemały sentyment.


Kurosza wspominam bardzo miło, mimo perspektywy czasu. Owszem, seria posiada błędy, bo przecież nie ma ideałów. Polecam wszystkim, którym nie przeszkadza niekoniecznie śmieszny humor, czy drobne pogwałcenia na logice.
Fabuła: 8
Postacie: 9
Grafika: 8,5
Muzyka: 9,5
Całość: 8,75

wtorek, 2 maja 2017

Twarzą w twarz z Japonią #21 - Gejsze

Gejsze to swego rodzaju artystki ubrane w kimono, które bawią gości tańcem, grą na instrumentach, czy rozmową oraz potrafiące oczywiście wykonać ceremonię parzenia herbaty. Gejsze uczą się również manier, poznają literaturę i poezję. Nim jednak zostanie się gejszą, należy przejść sześcioletni okres bycia maiko.


 W Yoshiwarze i innych dzielnicach miłości, gejsze były ściśle oddzielane od prostytutek. Gejsze wywodzą się od mężczyzn-błaznów, którzy również zapewniali rozrywkę gościom. Mało tego, pierwsze żeńskie gejsze pochodziły ze środowiska prostytutek (pierwsza kobieta, która nazwała siebie gejszą (czyli nią NIE była) była prostytutką z Fukagawa).


Z czasem gejsze wyspecjalizowały się w tańcu, choć niektóre i tak przechodziły do zajęcia prostytucji. I tak też wśród ludzi powstało błędne wyobrażenie gejszy, którą mylnie uważano za prostytutkę. Na Zachodzie wzięło się to przede wszystkim stąd, że Amerykanie okupujący Japonię po II wojnie światowej często korzystali z usług japońskich prostytutek (tzw. geisha girls), które często stylizowały się na gejsze (których w tamtym czasie tam się nie spotykało).


W Yoshiwarze podzielono gejsze na dwie grupy: dorosłe i dziecięce, z czego te drugie goście nazywali kamieniami półszlachetnymi. Wyróżniały się one bogato ozdobionymi fryzurami, nosiły kosztowne klejnoty, pierścienie oraz ozdoby ze złota i srebra. Na przyjęcia wybierały się w małych grupach, zazwyczaj trzyosobowych oraz w towarzystwie jeszcze dwóch dziewcząt grających na bębenkach.


W ostatnich latach przybyło gejsz, głownie w Kioto i są one niezwykle ważnym elementem kultury Japonii.