niedziela, 26 marca 2017

Demony, miłość, zdrada i wiele więcej | Recenzja Ayakashi: Japanese Classic Horror


Tytuł: Ayakashi: Japanese Classic Horror
Liczba odcinków: 11
Gatunki: horror, fantasy, historyczne, dramat
Studio: Toei Animation
Rok powstania: 2006

Oryginalna, niezwykła historia składająca się z trzech różnych opowieści, opartych na japońskich wierzeniach.


Jak już wspomniałam w opisie mamy tu trzy różne historie. Na pierwszy ogień idzie Yotsuya Kaidan. Opowiada o Iemonie, który zakochuje się w Oiwie, jednakże jej ojciec nie chce oddać mężczyźnie swojej córki. Iemon zabija niedoszłego teścia, oszukuje Oiwę, aby oczyścić się z zarzutów oraz przysięga jej, że ojciec zostanie przez niego pomszczony. Miłość Iemona do Oiwy szybko mija, a Iemon szybko zostaje zauroczony przez młodą i bogatą dziewczynę, z którą to zaczyna knuć przeciwko Oiwie, która niestety ginie. Jednakże gniew nie daje jej duszy zaznać spokoju.
Jako drugie na scenę wychodzi Tenshuu Monogatari znowu w towarzystwie miłości. Człowiek zakochał się w Księżniczce Zapomnianych Bogów. Jemu nasz świat zabrania tego związku, jej - demony zabraniają kontaktu ze śmiertelnikiem. Wbrew pozorom płytka i prosta historia potrwała zdecydowanie zbyt długo, jednakże urzeka nas swoją delikatnością.
Bakeneko, czyli już ostatnia historia, która osobiście jest moim faworytem (dalsze przygody głównego bohatera tej historii możemy oglądać w anime Mononoke). Bakeneko możemy przetłumaczyć jako 'koci potwór/demon'. W mitologii japońskiej to właśnie kot jest najbardziej podatny na działanie duchów zmarłych. W dniu ślubu pewnej pary, przybywa Wędrowny Znachor i tego samego dnia na jaw wychodzi mroczna historia skrywana przez jednego z członków rodziny. Przez jego czyny całe domostwo zostaje przeklęte przez kociego demona. W tej historii mamy do czynienia między innymi z rytuałem trzech tajemnic, gdyż aby pokonać demona trzeba poznać jego formę, prawdę i motywację.


Zdecydowanie najciekawszym i najlepszym bohaterem z całego Ayakashi jest Znachor z ostatniej opowieści. Jest to postać oryginalna pod względem zarówno charakteru jak i wyglądu. Reszta postaci nie wyróżnia się niczym szczególnym, a na dodatek ich postępowanie jest oczywiste, co psuje frajdę, którą mogłoby nam dać oglądanie.


Każda opowieść może pochwalić się swoją własną oprawą graficzną, a naszą uwagę szczególnie przykuwa grafika z Bakeneko. Naprawdę rzadko zdarza się, że w anime postacie mają prawdziwie japońskie rysy. W Ayakashi to dostajemy. Bohaterowie mają skośne oczy, ciemne włosy, a kreska w starszym stylu dodaje klimatu.


Zatrzymajmy się na chwilę i posłuchajmy openingu, bo jest świetny. Wprawdzie nie przepadam za rapem, ale tutaj zostało to zrobione bardzo dobrze. Na dodatek każda historia ma swoją własną wersję graficzną openingu. Jeśli chodzi o cały soundtrack w tle to był tylko w porządku. Jednym uchem wlatywał, a drugim od razu wylatywał.


Bądźmy ze sobą szczerzy - mogło być lepiej. Seria ma wiele plusów, ale nie zapada jakoś bardzo w pamięć. Akcja chwilami toczy się zbyt powoli, a widz zaczyna się nudzić. Zakończenia każdej opowieści na dają nam efektu 'wow'. Natomiast dla fanów japońskiej kultury jest to pozycja obowiązkowa.
Fabuła: 7
Bohaterowie: 6,5
Grafika: 8
Muzyka: 7,5
Całość: 7,25

2 komentarze:

  1. Nie zapada w pamięć ;_;

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedyś chciałam się za to zabrać, ale niezbyt mi się spodobało :/

    OdpowiedzUsuń

-Dziękuję za każdy komentarz oraz obserwację. To baardzo motywuje :D
-Zostaw link do swojego bloga! Chętnie wejdę.